11 września 2023

Niechlubny powrót socjalistów do nacjonalizmu

               Od lat nacjonalizm w Polsce postrzegany był jako siła sprzeciwiająca się jakiemukolwiek liberalizmowi. Może być kojarzony w społeczeństwie z religijnością, radykalizmem, patriotyzmem gospodarczym (który jest mimo wszystko postulatem o szlachetnych celach) czy - w związku z kwestią ukraińskiego zboża – chęcią wzmożonej kontroli nad przepływem zagranicznych towarów lub nawet zakazania niektórych. Jak gdyby podstawą tej ideologii nie było utworzenie państwa narodowego bądź uznanie (niekoniecznie kolektywnego) narodu za wartość najwyższą, lecz autarkia gospodarcza.
Swoją cegiełkę do tego obrazu na pewno dokładają alternatywne organizacje nacjonalistyczne, takie jak Trzecia Droga. Łączącym je elementem je elementem jest antykapitalizm. Dla nas jest to podwójny problem. Po pierwsze, potencjalni, niezdecydowani narodowi liberałowie zamiast wspierać nasz ruch mogą zostać wciągnięci w to środowisko (np. z chęci aktywnego działania) i z czasem poddać się retoryce antyrynkowej. Po drugie gospodarczy liberałowie zniechęcają się do nacjonalizmu.

Na ziemiach polskich przełomu XIX i XX wieku socjaliści byli jedną z nielicznych grup bezkompromisowo opierających się władzy zaborców. Jak opisuje to Nikodem Bończa-Tomaszewski, „[…] zainteresowanie socjalizmem i częściowe zaangażowanie w działalność socjalistyczną było charakterystyczne dla całego popowstaniowego pokolenia antysystemowego”[1]. Do 1918 roku nie było jednak większej, klarownej grupy narodowo-socjalistycznej.

               Według Jarosława Tomasiewicza, najbardziej rozwiniętym w II RP ugrupowaniem przyjmującym taką ideologię była Partia Narodowych Socjalistów. Wizję centralnego planowania podzielała także ideologia Ruchu Narodowo-Radykalnego. Niektórzy badacze zauważają, że „w dziedzinie myśli gospodarczej tak Piasecki, jak i cały RNR zbliżył się do programu lansowanego przez marksistów […]”[2], jednak przekonania gospodarcze wywodzono z myśli, iż zarówno kapitalizm i marksizm są tworami żydowskimi. Radykalne nastawienie antysemickie od początku cechowało bepistów.

               Po siermiężnym okresie komunizmu odbudowujące się środowisko narodowe skupiało się głównie na kwestiach światopoglądowych. Mimo silnego przywiązania do katolicyzmu i oporu wobec globalizmu, ludzie z nim związani najczęściej albo nie wykształcili skonkretyzowanych poglądów gospodarczych, albo mieli mglistą, powierzchowną wizję wolnorynkową (szczególnie w latach 2000.).[3]

               Wśród czynników wzmacniających tendencje antyrynkowe warto zacząć od szczególnej roli kościoła katolickiego. Z jednej strony dotarły do nas katolicki, antykapitalistyczny dystrybucjonizm G.K. Chestertona i po latach zapomnienia „odkopano” osobę Adama Doboszyńskiego – polskiego prekursora tej idei. Z drugiej stopniowe odchodzenie Polaków od wiary prowadzi ich czasem w „egzotyczne” miejsca na mapie idei. W polityce głównego nurtu nie brakowało podsycania kontrowersji wokół transformacji gospodarczej – nie muszę tu wspominać o Andrzeju Lepperze i jego haśle „Balcerowicz musi odejść”. Po 2010 roku, dzięki kontaktom NOP z zagranicznymi nacjonalistami i rozwojowi internetu powstały u nas ruchy naśladujące zachodni terceryzm – mieszankę evolianizmu, nowej prawicy, identytaryzmu, neomarksizmu – którego ważnym fundamentem jest antykapitalizm.[4]

               Oficjalny czy długoterminowy sojusz narodowych liberałów z trzeciopozycjonistami byłby problematyczny. Nie dość, że nie uznajemy skuteczności alternatywy „poza socjalizmem i kapitalizmem”[5], to ich środowiska bywają po prostu szkodliwe wizerunkowo bądź niestabilne – chociażby z powodów ideowych. Widzimy, że lewicujący nacjonalizm nigdy nie miał i mieć nie będzie znaczenia historycznego. Nie wykluczajmy jednak współpracy nieoficjalnej, tymczasowej czy w małym gronie w pewnych sytuacjach, takich jak walka o dominację „na ulicy” ze skrajną lewicą.

               Jeżeli chcemy zbudować rzeszę zwolenników, powinniśmy przekonywać ludzi, że wolność rynku i osobista nie muszą być w konflikcie ze sprawą narodową, że – wraz z filozofią pozytywną – jest to nawet historycznie pierwotne połączenie. W celach propagandowych warto przypominać postacie liberałów-patriotów, szczególnie tych polskich, jak Adam Heydel.

               Intelektualiści lewicy od lat 70. nie stworzyli żadnego nowego konceptu – tkwią w comte’owskiej fazie metafizycznej i bez porzucenia swojego fundamentu światopoglądowego z niej nie wyjdą. Coraz więcej ludzi odchodzi od konstruktywizmu społecznego[6] i możemy się domyślać iż podobny koniec czeka idee socjalistyczne. Śmierć lewicy nie jest jednak dla nas sama w sobie zwycięstwem – po niej możemy pogrążyć się w konserwatywnym mroku, w którym może dalej potencjalnie funkcjonować wszechwładne państwo. Nam, frontowcom, nie wolno być biernym na ten upadek. Musimy stopniowo wyciągać liberałów i nacjonalistów z otchłani, zarówno socjalistycznej jak i skrajnie konserwatywnej. Musimy zastąpić konającą wiarę religijną wiarą w Naród.

 

[1] J. Tomasiewicz, Rewolucja narodowa. Nacjonalistyczne koncepcje rewolucji społecznej w Drugiej Rzeczpospolitej, s.130

[2] Dudek, 1990 s. 71. Cytat za: S. Rudnicki, Falanga. Ruch Narodowo-Radykalny

[3] J. Kajta, Młodzi radykalni? O tożsamości polskiego ruchu nacjonalistycznego i jego uczestników, zob. np. s. 212

[4] Zob. szerzej: K. Karczewski, Miecz i Krzyż. Doktryna polityczna trzeciej pozycji na tle zjawiska terceryzmu

[5] Odnośnie dystrybucjonizmu zob. np. F. Hayek, Prawo, legislacja i własność, s. 510-514 i s. 607

[6] Przykładowo na zachodzie widać to w spadku poparcia dla niebinarnego definiowania płci: https://www.prri.org/research/the-politics-of-gender-pronouns-and-public-education/

Znajdziesz nas tutaj!