05 lipca 2026

Ł. G. Powierża: Francja - Niedoceniony Sojusznik Polski

W 2025 i 2026 roku Polska podpisała dwa traktaty obronne, najpierw z Francją, a niedawno z Wielka Brytanią. Dużo ciekawszy i bardziej perspektywiczny jest polsko-francuski traktat z Nancy.

 

Francja z  pewnością zasługuje na miano potęgi europejskiej (jednak już nie globalnej). W przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii posiada znaczącą siłę zbrojną gotową do prowadzenia walki na froncie lądowym, który jest kluczowy dla Polski. Dysponuje do tego dużo sprawniejszymi i silniejszymi zdolnościami odstrarzania nuklearnego od Brytyjczyków.

 

Należy podkreślić, iż silna wojskowo Polska od wschodu, jak również Francja od zachodu nie tylko stanowią odstraszanie na wypadek ekspansji Rosji, ale też balansują zapędy Niemiec, które są coraz chętniejsze do odgrywania wiodącej roli w Europie.

 

Historia relacji polsko-francuskich wpisuje się w schemat ograniczania i powstrzymywania niemieckiej dominacji w Europie. Pierwsze podwaliny i olbrzymie zasługi miała jeszcze stara Francja i jej królowie. Trzeba tutaj uczciwie przyznać, ze francuscy monarchowie lepiej rozumieli realizm w stosunkach międzynarodowych od późniejszej republiki, z którą sympatyzujemy od strony ideowej. Francja przed rewolucją 1789 miała doskonałe rozeznanie strategiczne w polityce zagranicznej i duże zasługi w podłożeniu podwalin pod wielowiekowy sojusz polsko-francuski.

 

Bardzo przejrzyście wyłożył to Jacques Bainville w „Dziejach dwóch narodów”. Królestwo Francji, przez liczne wieki, celowo rozbijało idee silnego niemieckiego cesarstwa i robiło wszystko, aby ziścił się cel francuskiej polityki zagranicznej - rozbite, podzielone Niemcy bez zjednoczonej organizacji politycznej. Najbardziej jaskrawym przykładem były działania podejmowane przez kardynała Armanda J. Richelieu, podczas wojny trzydziestoletniej. Ultrakatolicki kardynał i faktyczny zarządca Francji w imieniu małoletniego króla wszedł w sojusz z siłami protestantów, aby m.in. nie dopuścić do jednoczenia Niemców pod berłem Habsburgów. Sojusz przeciw Lidze Katolickiej opłacił się Francji. Po zwycięstwie obozu protestantów w roku 1648 i Pokoju Westfalskim nastało usankcjonowanie rozdrobnienia Niemiec na setki małych ksiąstewek. Święte credo francuskiej polityki zagranicznej – rozbite podzielone Niemcy -  spełniło się w pełni.

 

Jakże było to fundamentalne i niedocenione - przez polską historię - osiągnięcie. Przez kolejne stulecie kwestia niemiecka w zasadzie nie istniała. Rzeczpospolita granice zachodnią miała zabezpieczoną.

 

Gdy tylko od XVIII wieku Królestwo Prus zaczynało aspirować do wiodącej siły niemieckiej, nie uszło to uwadze Ludwika XV i jego czujnych, bardzo dobrze przygotowanych doradców. Już wtedy dwór francuski rozumiał, że nie z Austrii ale z Prus idzie śmiertelne niebezpieczeństwo (o trafności przewidywań Francja przekonała się 100 lat później). Pierwszą sprawą dla Francuzów było znaleźć sojusznika przeciw dynamicznie rozwijającym się i ekspansywnym Prusakom.

 

Racjonalnym wyborem była Rzeczpospolita Obojga Narodów. Niestety nasze warchoły urządzające rokosze, wszechobecny chaos i miernota intelektualna części tzw. elity zniechęcały Francuzów. Ci słali nawet posłanników do konfederatów barskich, ale królewscy emisariusze wracali do Ludwika XV sfrustrowani anarchią i brakiem ośrodka decydującego. Ostatnia nadzieja by zapobiec pierwszemu rozbiorowi przepadła. Polska już zupełnie dryfowała ku upadkowi.  

 

Warto pochylić się tutaj nad istotą antyniemieckiego ostrza francuskiej polityki zagranicznej. J. Bainville przytacza bardzo istotną geograficzną podstawę jej zrozumienia. Otóż serce Francji – Paryż – nie miało nigdy żadnej znaczącej bariery przed ofensywą ze strony Niemiec. W przypadku ataku Anglików było to morze. Po ostatecznym wyrzuceniu sił angielskich  z terytorium Francji, Anglicy przestali stanowić bezpośrednie zagrożenie dla zajęcia stolicy. Rywalizacja przesunęła się do nowego świata i zmagania o kolonie. Natomiast każdorazowo zjednoczenie Niemiec w jeden spójny silny organizm oznaczało dla Francji utratę prymatu na kontynencie oraz ryzyko szybkiego zajęcia Paryża przez siły niemieckie.

 

Niestety francuscy republikanie i narodowi liberałowie pokroju Ernesta Renana, którzy zasłużyli się dla rozwoju nauki, postępu technicznego i ograniczaniu klerykalizmu, nie zrozumieli realizmu w stosunkach międzynarodowych. Ulegli niezdrowemu i jak się później okazało zabójczemu czarowi Królestwa Prus. Jeszcze na krótko przed katastrofą Francji w 1870 roku  i koszmarem zjednoczonych Niemiec pod berłem militarystycznych Prus, Renan starał się widzieć w Prusach orędownika Oświecenia oraz niesienia idei powszechnej edukacji, kooperacji narodów Zachodu w kontrze do barbarzyńskiej Rosji. Wkrótce nasz patron boleśnie przekonał się o tym, jak bardzo zasady stosunków międzynarodowych różnią się od polityki wewnętrznej, posiadającej jasno sprecyzowanego suwerena. Zresztą Renan później bardzo żałował pokładania nadziej w Prusakach.

 

W polityce zagranicznej rację mieli monarchowie Francji i zwłaszcza zasadna okazała się próba odwrócenie sojuszy przez Ludwika XV, stawiającego Prusy za głównego wroga Francji,  w miejsce  tradycyjnej Austrii i Habsburgów.

 

Niestety zapomniano żelazną regułę, którą powtarzali realiści: Niemcy muszą pozostać rozbite na małe organizmy; być pojęciem geograficznym a nie państwem i narodem. Realiści rozumieli i podkreślali, że wrogiem Francji nie jest Anglia (wyrzucona za morze) ale zjednoczone Niemcy pod berłem silnych Prus, które nie miałyby żadnych przeszkód, by jednym, gromkim szturmem zdobyć Paryż. Zwróćmy uwagę na lata: 1870, 1914, 1940 , który udowodniły trzeźwość tych spostrzeżeń.

 

Francja nie zapominała o Polsce. Jednakże po utracie niepodległości nie byliśmy już dla nich partnerem. Polska zabiegała o niepodległość u boku Napoleona, ale nasza sprawa stanowiła zaledwie jedną z wielu. Dalej sympatyzowaliśmy z Francją i też zyskiwaliśmy jej szacunek. Serce mieszkańców Paryża czy Bordeaux biło dla Polaków podczas przegranych narodowych powstań. My również przeżywaliśmy bardzo klęskę Francji w 1870 roku, przeklinając Rzeszę niemiecką.

 

Po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku Niemcy stały się naturalnym wspólnym polsko -francuskim wrogiem. Francuzi włożyli ogromne wysiłki, aby nowo powstałe polskie państwo jak najbardziej osłabiło Niemcy od wschodu i stanowiło bufor.  Wspierali nas we wszystkich walkach na Kresach Zachodnich. O ile Brytyjczycy obawiali się zbyt dużego osłabienia Niemiec  kosztem Polski, Francja bezpośrednio sąsiadująca z Republiką Weimarską, nie szczędziła żadnych środków.

 

Znamienne, że polsko – francuskie porozumienie po I wojnie światowej bulwersowało ogromnie niemieckich narodowych konserwatystów takich, jak: Arthur van der Bruck, Edgar J. Jung postulujących budowę nowej silnej Rzeszy. Polsko-francuski sojusz miał być w ich percepcji niezwykle uciążliwym brzemieniem.

 

W 1920 r. podczas ofensywy Bolszewików zagrażającej Warszawie, to Francja najbardziej wyróżniła się pomocą i olbrzymim materiałowym wsparciem dla młodej polskiej republiki.

 

Naturalnie dochodzimy do nieszczęsnego roku 1939 i oskarżenia o opuszczenie nas przez Paryż. Jednakże musimy tutaj sprostować kilka mitów. Po pierwsze w optyce francuskiej po I wojnie światowej Polska wraz z innymi nowopowstałymi państwami  była nie tyle partnerem, ile buforem, tudzież państwem sezonowym. W rozumieniu Quai d’Orsay państwa takie, jak: Polska, Jugosławia, Rumunia, mogły po prostu nie przetrwać pierwszej większej zawieruchy. Niestety  obawy te okazały się słuszne.

 

Nawet gdyby w 1939 r. od wschodu nie dobili nas Sowieci, zapewne nie wytrzymalibyśmy uderzenia Wehrmachtu przez kilka kluczowych miesięcy. Nie posiadaliśmy głębi jak np. ZSRR, żeby złapać linie obrony i liczyć na sojuszniczą pomoc. 

 

Z drugiej strony Francją rządzili wówczas słabi, defetystyczni, mierni politycy, którzy aprobując defensywną strategię, sprowadzili na swój kraj koszmarną klęskę niecały rok później. Gdyby przed wrześniem 1939 roku stery objął polityk pokroju Charlesa de Gaulle’a,  być może Francja zdecydowałaby się na natychmiastową odsiecz dla Polski i wyszła zwycięsko.

 

Erich von Manstein (jeden z najzdolniejszych feldmarszałków niemieckich) nie mógł nadziwić się w „Straconych Zwycięstwach” francuskiej strategii z 1939 roku. Wszystkie doborowe oddziały Wehrmachtu zostały rzucone przez Hitlera na Polskę i niemieckie odwody stały opustoszałe  i bardzo słabo obsadzone przy granicy z Francją; bezbronne wobec potencjalnej francuskiej pełnoskalowej inwazji.

 

Gdybyśmy mieli podsumować wydarzenia z 1939 roku, to z naszego punktu widzenia brak podjęcia w pełni ofensywnych działań przez Francuzów i Brytyjczyków, wpisało się w tzw. zdradę Zachodu. Niemniej oceniając to pod kątem realizmu w stosunkach międzynarodowych, dotknęła nas po prostu gra sił na wielkiej szachownicy. Ówczesne superpotęgi potrzebowały buforu/pionków na wschodzie osłabiających ruchy Rzeszy Niemieckiej.

Niestety realną siłę na wschodzie równoważącą Niemcy stanowił ZSRR, a nie świeżo powstałe państwa, określane pogardliwym terminem „bękartów Traktatu Wersalskiego”. Nie rozumiemy albo trudno nam przyjąć, że Polska nie była już I Rzeczpospolitą. Dlatego też po upadku I Rzeczpospolitej partnerem dla Francji, równoważącym siłę zjednoczonych Niemiec, stała się Rosja, a potem ZSRR. Polska w przededniu II wojny światowej nie posiadała już potencjału. Dla wielkiej kolonialnej Francji byliśmy kopciuszkiem.

 

Obecnie obserwujemy już zgoła inną sytuację. Z jednej strony Polska nie dysponuje przedrozbiorowym potencjałem  z XVII w. z drugiej zaś Francja przestała być dawno globalną potęgą. O ile przed II wojną światową dzieliła nas przepaść, o tyle teraz proporcja sił między  Polską a Francją jest dużo bliższa i możemy zabiegać o zdrowe, partnerskie, zrównoważone relacje.

 

Zmian jest więcej. Rosja - dawny sojusznik Francji - stała się wspólnym wrogiem. Niemcy zaś są po naszej stronie. Jednakże nie powinniśmy obecnej sytuacji uważać za stały pewnik w stosunkach międzynarodowych, ale raczej brać pod uwagę możliwość jej tymczasowości. Wiele wskazuje na to, że Rosja nie podbije Ukrainy. Kijów ma bardzo duże szanse obronić niepodległość.

 

Tymczasem Niemcy zaczęli budować najsilniejszą armię w Europie. Militaryzacja Niemiec nie jest tak bardzo „europejska” jak nam się wydaje. Wbrew unijnej narracji Bundeswehra wcale nie kwapi się do kooperacji z Francją. Niedawno upadł flagowy koncept wspólnego samolotu bojowego mającego być wynikiem francusko-niemieckiej współpracy.

 

Można dostrzec również pewne wątpliwości ogólnoeuropejskie. Nie tylko Polska i Francja obawiają się Niemiec w roli przewodnika, lidera Europy, mając w pamięci trudne doświadczenia historyczne. Podobnie sprawy często widzą Brytyjczycy. Ciekawa wydaje się tutaj anegdota Z. Krasnodębskiego. Gdy Niemcy były zachęcane do zbrojeń i przejęcia większej odpowiedzialności za Europę m.in. przez polskiego Ministra Spraw Zagranicznych – R. Sikorskiego, na korytarzu w parlamencie europejskim, polskiego europarlamentarzystę zaczepił przedstawiciel brytyjskich resortów siłowych. Zadał bardzo trzeźwe pytanie: „czy naprawdę chcecie silnych wojskowo Niemiec w Europie, wiecie na co się decydujecie?”

Jeśli w końcu do rządu wejdzie AfD albo pojawi się tam alternatywna lewica, niewykluczone, że atlantyckość Niemiec dobiegnie końca. Możemy się zatem spodziewać znów umizgów do Rosji oraz złowrogiej współpracy dwóch „czarnych orłów”. Wówczas ponownie naturalną przeciwwagą staje się kontynentalny sojusz z Francją.

 

Głównym sojusznikiem Polski powinny pozostać Stany Zjednoczone. Niemniej współpraca z Paryżem jest europejskim, lokalnym uzupełnieniem. Dostrzegamy bowiem orientowanie się USA najpierw na Zachodnią Hemisferę, potem na Azję i Bliski Wschód.

 

Bliższy sojusz z Francją wydaje się przy tym trwalszym i bardziej stabilny. Francja (pomimo wielkich ambicji) nie prowadzi znaczącej polityki globalnej. Francuzom z racji położenia nie grozi chociażby izolacjonizm. Możliwa konfrontacja z Rosją oraz trwająca rozbudowa potencjału militarnego Niemiec sprawiają, że Paryż powinien być pierwszym polskim wyborem w Europie.

 

Łukasz Gustaw Powierża

 

 

Znajdziesz nas tutaj!